Dawno nie odnawiałam starocia w postaci mebla. Bo przecież najlepsze oderwanie się od rzeczywistości to czyszczenie, sklejanie i barwienie drewna. I właśnie po gorącym (nie mówię o pogodzie!!!) przedświątecznym czasie, najlepszym lekarstwem było zająć się starym drewnem.
Czyli starś, dębową ławą, która ostatnio do mnie trafiła. Zdjęcie poniżej:

Prawdę mówiąc, jest bardzo zniszczona. Ale to nic!
Każda nowa- stara rzecz jest dla mnie nowym doświadczeniem:)
I tak jak zwykle, pierwszą czynnością było ułożenie planu pracy.
Oglądałam ławę z każdej strony i postanowiłam:
- odrobaczyć, ponieważ widać otwory po drewnojadach
- oczyścić ławę z brudu
- wyjąć niepotrzebne gwoździe
- zeszlifować blat grubościówką
- skleić blat ławy
- wzmocnić szufladę
- wyczyścić kluczynkę
I JUŻ.
Na początek zatrułam robale (to są chrząszcze, ale dla mnie robale). Z moim M owinęliśmy każdą część folią, by przez dwie doby potruć ewentualnych lokatorów.
Zawsze kiedy zaczynam odnawiać jakiś mebel, pierwszą czynnością którą wykonuję jest trucie niepożądanych mieszkańców owego mebla, hahaha.
Wstępnie oczyściłam blat i nogi, ale okazało się, że najpierw musimy powyjmować wystające gwoździe.
I posklejać konstrukcję.
Ponieważ dalsza praca wymagała od nas znalezienia stolarza, który w swoim warsztacie posiada maszynę o nazwie grubościówka, wyczyściłam kluczynkę od szuflady.
Namoczyłam ją w specjalnym płynie do czyszczenia metali,
a potem wysuszyłam flanelowym ręcznikiem.
I na tym koniec! Jutro muszę poszukać stolarza w mojej okolicy, który podejmie się zeszlifować wierzch blatu ławy, czyli na dzień dzisiejszy trzy deski:)
Mam tylko nadzieję, że pisząc o moich "renowacjach" krok po kroku,
nie zanudzam moich, wiernych Czytaczy!
Ściskam ciepło,
Beata