Niestety w tym roku nie ma grzybów. Uwielbiamy je zbierać i jeść. No cóż, jak się nie ma co się lubi to się lubi orzechy. Kiedy rano wyszliśmy z naszą sunią na spacer i zobaczyliśmy, że orzech włoski u sąsiadów zmarzł, zdecydowaliśmy, że to świetny moment na orzechobranie. Mamy na działce duże drzewo z którego co roku zbieramy bardzo dużo orzechowych owoców. Zresztą, była piękna pogoda i stwierdziliśmy całą rodzinką, że fajnie będzie chwilę spędzić razem na świeżym powietrzu.
Orzechy leżały jak grzyby w lesie.
Trzeba było szukać je pośród już zmarzniętych liści leżących na trawniku.
Przywieźliśmy owoce pigwowca.
Pigwa była już tak dojrzała, że sama spadała :)
Pigwa była już tak dojrzała, że sama spadała :)
Nie było jej dużo, więc obrałam z pestek, pocięłam w cieniutkie plasterki i obsypałam cukrem. Kiedy owoce puszczą sok będziemy mieli polską cytrynkę do herbaty.
Ten familijny dzień spędziliśmy razem, tak jak kiedyś, kiedy dzieci były małe.
To miłe, że nasza młodzież nie nudzi się z rodzicami. Cieszyli się ze wszystkiego:
że woda zamarzła w beczce,
że można kopać w stertę liści,
że można wejść na drzewo,
że powkładałyśmy cebulki narcyzów gdzie chciałyśmy,
że jeszcze wisiały pomidorki koktajlowe i można zjeść z krzaka :)
I tak jak w piosence:
W życiu piękne są tylko chwile!!!!
Pozdrawiam Was moco,
Beata










