Przez długi czas dodatki w dużym pokoju miałam pomarańczowe. Ponieważ meble mam w kolorze orzecha, dywan i zasłony kremowo-kawa z mlekiem to musiałam ożywić trochę te brązy. Był to pomarańcz. Pomarańczowe świece, pomarańczowe poduchy
TU i
TU . I chyba mi się znudziło :(. Połaziłam trochę w necie i pomyślałam, że brudny niebieski lub siny jest w sam raz. Lubię kolory, które nie rzucają się w oczy. Mają swoją głębię i nie krzyczą : Patrz na mnie!
I to był tylko pomysł, który nie wiedziałam kiedy zrealizuję. Ale ostatnio przechodziłam koło second hend-u i coś mi powiedziało: wejdź i zobacz co tam mają. I weszłam, :)))
I kupiłam cudny koc w krateczkę (był z metką). Zapłaciłam za niego 17 zł. Z tego samego kosza wygrzebałam COŚ. Nie mam pojęcia co to jest, ale kolor jest boski. Przy kasie Pani powiedziała, że to chyba pas na sypialniane łóżko, które kładzie się po zaścieleniu łoża. (?)
Zapłaciłam 4 zł. I wyszłam ze sklepu szczęśliwa.
Kupiłam dwa suwaki do poduszek i do roboty!
Uszyłam dwie poduchy w kolorze brudnego niebieskiego, dokupiłam jeszcze jeden koc w PEPCO. Musiałam, bo miał pasujący kolor :)
I w taki sposób z koloru pomarańczowego przeszłam w brudny niebieski.
I jak jest? Jest inaczej. Naszej Monie bardzo odpowiada :) Udaje, że nie wie o co chodzi.
Muszę jeszcze wykombinować jakieś oświetlenie w tym kolorze,
a przynajmniej podobnym :)
Miłego tygodnia dla wszystkich,
Beata