7 lutego 2021

Wieszak na ręczniki kuchenne

 Dzisiaj opiszę co zrobił mój M dla nas do kuchni.

Pewnie większość z nas używa papierowe ręczniki kuchenne. Ja je uwielbiam. Wiem, że to nie jest ekologiczne rozwiązanie, ale trudno. Na co dzień staram się oszczędzać naszą naturę, ale ręczniki są niezbędne. 

Od wieków trzymałam je na stojaku, ale ponieważ mam małą kuchnię, ciągle przestawiałam ten gadżet i trochę mnie wkurzał. Musiałam poprawić sobie komfort pracy w kuchni. 



Do zrobienia takiego wieszaka potrzebne nam było:

skórzany pasek, drewniany kij i maszynka z nitami.




Najważniejsze jest by dobrze obliczyć odległość od półeczki. Ja kupuję bardzo duże szpule ręczników. Ale są też i węższe. Praca zajęła nam chwilkę. A efekt, dla mnie, zadawalający.

Zresztą sami oceńcie :)






Nie bójmy się kombinować w naszych domach po swojemu. Będzie oryginalnie i z pomysłem. 

Miłej niedzieli Wam życzę :)

Beata

28 października 2020

Biblioteczka Thonet

 Biblioteczkę firmy Thonet odnawiałam dosyć dawno. Ale dopiero dzisiaj postanowiłam Wam opisać w jaki sposób. Mam nadzieję, że Was nie zanudzam i moje krótkie opisy pomogą chociaż jednej osobie odnowić mebelek z duszą.



Mebel był nadgryziony zębem czasu: wyszczerbiony fornir, dziury po gwoździach, powyrywane części. Najgorsza jednak była czarna farba, którą pomalowano cały mebel. Walka z zerwaniem czarnego czegoś trwała najdłużej. 






Tradycyjnie używałam papieru ściernego, ale przy szybkach musiałam nakładać preparat do spulchnienia farby. Nie chciałam uszkodzić kryształowych szybek, więc bawiłam się w delikatne wręcz jubilerskie ściąganie farby. Najważniejsze, że udało się wyczyścić :)



Potem tylko uzupełnianie forniru, szpachlowanie i klejenie ubytków. 



Po całkowitym oczyszczeniu zabejcowałam orzechowym kolorem i zabezpieczyłam woskiem do mebli. Włożyłam dużo pracy w ten mebelek, ale uzyskałam oczekiwany efekt. 👀







Następne posty postaram się wystawiać na bieżąco. 😉

Pozdrawiam, Beata


26 sierpnia 2020

Wyspa kuchenna ze starej komody

 Dzień dobry Kochani.

Mebel, o którym Wam powiem parę słów, zrobiłam ze dwa miesiące temu. Ciągle w biegu i nie ma kiedy opisać swoją pracę. 

Stara komoda była bardzo ładna i ja nic bym w niej nie zmieniała, ale właścicielka mebla miała inną wizję. Dzięki temu zdobyłam nowe doświadczenie przy zmianie frontów i malowaniu farbami kazeinowymi. Ale może od początku. 



Stara, bardzo wysoka komoda miała stać się wyspą kuchenną w bardzo nowoczesnym mieszkaniu. 



Przód komody miał być frontem wyspy od salonu, a tył miał być funkcjonalny i mieć otwierane drzwiczki. Była bardzo wysoka, więc zrezygnowaliśmy z nóżek.





Po zdjęciu tyłu, musieliśmy dorobić drzwiczki, a najlepiej ze starych już wyschniętych części. Przecież do takiego mebla nie zrobię drzwi z paździerza. 




Mieliśmy z zapasie stare szafy z których mój M wyciął fronty na wymiar. Wyfrezował boki, żeby wyglądały łagodniej. Musiała dobrać dekory, mniej więcej pasujące do przodu komody. I przed malowaniem wyglądało właśnie tak.



Potem malowanie farbą kazeinową na pudrowy róż. Przyznam szczerze, że wyszło fajowo.



Do takiej wyspy pasował wiejski blat. Najpierw zrobiliśmy gruby, sklejony blat z dębowych desek. Z frezem na około wydawał się w sam raz. Ale tylko nam się wydawał. Właścicielka chciała wiejski, hehe....


Więc trzeba było dodać mu wiejskiego stylu. Kupiłam metalową szczotę do wiertarki i do roboty. Psuć strukturę drewna. :)


Drapaliśmy, aż wyszło tak.




Przyznam się, dla mnie genialnie!!!



Niestety posiadam tylko takie, poglądowe zdjęcie ;) Ale mebel ma potencjał.

Pewnie niektórzy, zostawili by starą wersję. I fajnie, że są różne gusta. 

Serdecznie pozdrawiam,

Beata




22 czerwca 2020

Krzesła i ich drugie życie

Ostatnio, w tym strasznie dziwnym czasie dla nas wszystkich, powstało wiele fajnych projektów. Ja pracująca "home office" 17:02 byłam w domu! To dla mnie nowość ponieważ zazwyczaj po pracy przyjeżdżam grubo po 18-tej. Mój M na przymusowym wolnym  więc to był czas dla nas by go nie zmarnować. Co chwilę na coś wpadało w ręce, ale o tym będę pisała w oddzielnych postach. 

Dzisiaj o ciekawych krzesełkach, które otrzymaliśmy od naszego przyjaciela. Dostaliśmy cztery, ale były tak zdezelowane, że trzeba było jeden poświęcić na leczenie pozostałych.








Ponieważ większość elementów to gięte drewno, musieliśmy posklejać je sprawdzonym sposobem. Miejsce gdzie drewno było pęknięte ustawialiśmy nad gotującym się czajnikiem i para wodna zmiękczała drewno. Dzięki temu mogliśmy posklejać pęknięcia.
Pamiętam jak robiłąm to przy moim pierwszym mebelku. Starym krześle Thonet. 




Siedzenia pierwotnie nie były tapicerowane, ale stwierdziłam, że nadam im miękkiego charakteru.
 A co! Materiał w liście paprotki sprawdził się doskonale.




Po czyszczeniu ze starych powłok czas na malowanie na świeżym powietrzu. Wybrałam farbę kazeinową firmy Liberon. I nie jest to reklama. Po prostu z tą farbą dobrze się pracuje. 




No i wyszło właśnie tak :)









\


Mam nadzieję, że drugie życie będą spędzały w nowym domku. Krzesła wstawiam do sklepu. 
Pozdrawiam,
Beata