1 października 2015

Parę słów o rękodziele

 
Jak wiecie w zeszłą niedzielę wystawiałam swoje dechy na kiermaszu "Sztuka umiaru" w Warszawie. Kiermasz był w kawiarni, więc nie było dużo miejsca, ale to nic. Ładne przedmioty było widać nawet na malutkich stolikach. Przynajmniej ja je dostrzegłam:) Czy słychać w moim głosie nutkę rozgoryczenia? Chyba tak. Chcę coś Wam przekazać, coś co mnie bardzo wkurza (potocznie mówiąc). Może zacznę pisać od początku, będzie łatwiej.
 
 
 
 
Szukałam w necie wyjaśnienia słowa RĘKODZIEŁO.  I znalazłam, że jest to wyrób wytworzony w sposób nieprzemysłowy, posiadający walory artystyczne, najczęściej zawierający motywy typowe dla kultury, w której powstał. Jak to rozumiemy? Ja przynajmniej tak, że wyrób rękodzielniczy zrobiony był w jednej sztuce, niepowtarzalny. Wytworzony rękoma przy pomocy narzędzi posiadający wyjątkowy design i formę. Czyli nie kupimy tego w supermarketach w tysięcznych egzemplarzach. Dla mnie jest to wyjątkowy i unikalny przedmiot za który musze zapłacić trochę więcej. A dlaczego? Dlatego że taki człowiek z duszą trochę artysty, trochę przedsiębiorcy musiał:
  • wpaść na pomysł i mieć plan jak go zrealizować
  • zakupić półprodukty do realizacji
  • poświęcić swój czas i umiejętności 
  • poszukać możliwości pokazania swoich prac
  • najczęściej zapłacić za miejsce wystawiennicze  
  • przyjechać na kiermasz by mieć radość z tworzenia.
Jeśli coś mi umknęło to bardzo przepraszam. Wiem ile trzeba włożyć pracy by powstał wymyślony przez nas projekt. I wcale nie chcę narzekać na takie kiermasze. I wcale nie chcę narzekać, że nic nie sprzedałam. Akurat jeśli chodzi o mnie byłam bardzo zadowolona. Sprzedałam parę desek, na parę przyjęłam zamówienia, rozdałam bardzo dużo wizytówek. Nasze drewniane wyroby bardzo się podobały i oczywiście ja jestem szczęśliwa. Ale nie tym chciałam się z Wami podzielić :(
 
 




 
 
 
Były stoiska z biżuterią, z ceramiką, z misiami robionymi na drutach, z lalkami, z poduszkami
i różnego rodzaju przytulankami.
 
 








 
 
 
 Ale była Pani, która miała robione na szydełku świąteczne dekoracje. Piękne ażurowe bombki choinkowe, świeczniki, gwiazdki.... I nic nie sprzedała. Ja w życiu nie zrobiłabym nawet serwety. Kobietka napracowała się, a tu nic. Wiem, że świąteczne dekoracje we wrześniu to trochę przesada, ale to nie był supermarket tylko kiermasz rękodzielniczy.
 
 
 
 
Więc na sam koniec kupiłam od tej Pani dwie piękne gwiazdki zrobione z czerwonego kordonka i utwardzone klejem. Powieszę je pomiędzy moje drewniane gwiazdy i szyszki.
 
 

 
 
Wracając do rękodzieła. Czy my, społeczeństwo, jesteśmy świadomi ile pracy wkłada taki drobny artysta w swoje małe cuda? Czy dorośniemy kiedykolwiek do tego by zapłacić więcej za unikalny produkt? Czy zawsze będziemy porównywać ceny produktów naszych rąk z wyrobami z Azji?
Ja wolę mieć jedną unikalną rzecz, niż wiele pospolitych.
 
Jestem ciekawa Waszych opinii na temat rękodzieła.
Jeśli macie inny pogląd na ten temat, podzielcie się nim proszę.
 
Ślę uściski,
Beata
 
 
 


29 września 2015

Zwykłe krzesło

 
Mam nadzieję, ze Was nie zanudzę. :)
Będzie dużo zdjęć bo chyba one najbardziej pokazują metamorfozy moich staruszków.

A odnawianie tego krzesła nie było łatwe jak by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka.
Krzesło pomalowane białą farbą wystarczyło tylko wyczyścić, oszlifować i zabarwić według własnego gustu.
Niestety nie było łatwo :(




 
Krzesło nosiło na sobie trzy warstwy. Pierwsza była czerwona :) druga kremowa i dopiero trzecia była biała. Kiedy nakładałam chemiczny preparat by "zmarszczyć" farbę, schodziła tylko biała. Dwie pozostałe zostały nietknięte :) Musiałam użyć czegoś innego. I jak za każdym razem nie zawiodłam się na cyklinie. Ręczna cyklina jest najlepszym narzędziem do czyszczenia drewna ze starych farb.
Trochę to trwało, ale było warto :)
 






 


 
Po oczyszczeniu mebelka pomalowałam go dwa razy białą farbą kredową.
To są bardzo wdzięczne farby. Właściwie pierwszy raz malowałam taką farbą. Szybko schną i są bezwonne. Po paru godzinach przetarłam w paru miejscach papierem ściernym by trochę postarzyć krzesło i nałożyłam bezbarwny wosk dla ochrony. Na następny dzień by nadać połysk wypolerowałam krzesło przecierając ręcznikiem frotte.
 



 

 
Siedzisko zrobiłam tapicerowane. Użyłam wysokiej gąbki i grafitowy materiał.
Dzięki temu, teraz wygląda trochę szlachetniej.
 
 








Tak pięknie świeciło słoneczko, kiedy robiłam zdjęcia, że pigwy wyszły jak mandarynki :)

Bardzo dziękuję za Wasze komentarze pod ostatnim postem z ketchupem paprykowym. Nie odpowiadałam, bo byłam na kiermaszu a weekend był za krótki by usiąść do laptopa.
Ale o kiermaszu to za chwilę. :)

Ślę uściski,
Beata




 
 


26 września 2015

Ketchup z papryki

W tym roku wpadłam w przetworowy wir. Od zawsze lubiłam mieć "coś" swojego w domowej spiżarce, ale w tym sezonie co chwilę wymyślam coś nowego. Pisałam Wam o ogórkach, o owocowych pastach na spirytusie. Zrobiłam dżemy z wiśni i z własnych działkowych brzoskwiń. Narobiłam ogromną ilość przecieru pomidorowego i soku z czarnego bzu. Będzie idealny do herbaty na zimowe wieczory, ale nigdy nie robiłam ketchapu z papryki. Jadłam kilkakrotnie i bardzo mi smakował. Więc oczywiście zrobiłam sobie własny. Przepis jest bardzo prosty i nie wymaga wielkiego poświęcenia. Szybko i ze wspaniałym rezultatem :)






 Dla zainteresowanych podam przepis:

  • 1,5kg czerwonej papryki
  • 100g papryczek chilli
  • 250 g cukru
  • 50 ml octu 10%
  • 250 ml oleju
  • 100 g koncentratu pomidorowego
  • 5 ząbków czosnku
  • 5 ziaren ziela angielskiego
  • 2 liście laurowe
  • sól do smaku
Paprykę wraz z papryczkami chilli oczyść i potnij na mniejsze cząstki. Zmiel w maszynce do mięsa z sitkiem o dużych oczkach. Przełóż ją do garnka, dodaj cukier, sól, ocet, olej oraz koncentrat. Gotuj przez ok 15- 20 minut pod koniec gotowania dodaj przeciśnięty przez praskę czosnek oraz zioła. Gotuj przez jeszcze 15 min. Wyciągnij listki laurowe i ziele. Gotowy ketchup wlej do słoiczków, zakręć, ułóż je na zakrętkach do czasu, aż całkowicie wystygną



Serdecznie polecam bo jest pyszny :)

Kochani! 
Jeśli będziecie jutro w Warszawie, zapraszam Was na Kiermasz Sztuka Umiaru .
Będę z naszymi dechami :)

Chociaż jest deszczowo życzę miłej niedzieli !
Beata



21 września 2015

Wyniki :)

Wczoraj robiłam brzoskwiniowy dżem z własnych, działkowych owoców.
Są kwaśne, mimo, że dodałam dosyć sporo cukru.
Ale na pewno przydadzą się do przełożenia piernika na święta :)
Zamknęłam w słoikach z oto takimi fikuśnymi zakrętkami.

My tu o dżemie, a przecież zwycięzca czeka!
Więc do rzeczy:
Bardzo dziękuję, że tak licznie wzięłyście udział w moim deskowym candy.
I za cudowne komentarze!
Zwycięzcą jest: mam wenę

Serdecznie gratuluję!
I proszę o przesłanie danych na adres  beata.piorek@gmail.com

Ściskam gorąco,
Beata