wczorajszy dzień był niby zwykły, ale dla mnie osobiście dniem pełnym pomysłów i wyładowania typu ART :) Wstałam rano z piaskiem w oczach. Pomyślałam, o kurcze nie dam rady pójść do pracy. Poprosiłam o urlop. Nakryłam się kołdrą i zasnęłam. Potrzebne mi były dwie godziny rannego snu, by naładować moje akumulatory. Jak szalona wzięłam się za pracę. Jaką pracę? Wiadomo, kobieta na urlopie w domu nigdy się nie nudzi. Zawsze, a jeszcze przed świętami, ma co robić. Ale nie o tym będę Wam opowiadała. W niedzielę dostałam od mojej koleżanki patyczaka. To mój czwarty patyczak, którego przygarnęłam z wielką radością. Jak wiecie mam dużo przyjaciół, którzy wiedzą, że kocham starocia. I jestem szczęściara :)))))
Ostatnio kupiłam farbę kredową, ale nie taką typową -pudrową, tylko piękny szafir. No i zaszalałam. Nowego-starego patyczaka na szafirowo. Bez przecierania zabezpieczyłam woskiem i znalazł swoje miejsce u mnie w kuchni.



