28 marca 2015

Podano do stołu :)

 :)))))


Muszę wspomnieć parę słów o naszym kuchennym stole. Muszę, bo cieszę się z niego jak małe dziecko. I ku mojej uciesze nie tylko ja :) Wczoraj córka gościła koleżanki właśnie w kuchni przy tym stole. Dziewczynki robiły naleśniki z serem i sosem truskawkowym i  z syropem klonowym do wyboru.  Kadry poniżej :)







 
Ale nie o tym chciałam Wam powiedzieć. Ponieważ stół jest długi, chciałam stworzyć miejsce gdzie będą podkładki pod kubki, gdzie będzie można postawić lampkę, świeczkę czy kwiatka. Taki dekoracyjny pomocnik :) U nas jest to koszyk, który postawiłam na podkładce ze sznurka. Nie mam talentu do szydełka, ale ze sznurka zajęło mi to 20 minut.








W czasie robienia tych zdjęć, wycięłam  zajączka z grubego filcu.
Został przy koszyczku w kuchni :)




 Jutro znajdę dekoracje z zeszłego roku i spróbuję przystroić mieszkanko.
Jutro krócej śpimy !
Miłej niedzieli,

Beata


23 marca 2015

Kuchenny stół

 
Chodzę po Waszych blogach i podziwiam świąteczne dekoracje a ja niestety jestem w tyle. W przyszły weekend przejrzę zeszłoroczne zajączki, kurki, pisanki i postaram się coś z nich wymodzić :) Bo ostatnio to tylko malowałam i bejcowałam. Pewnie domyślacie się nad czym tak usilnie ślęczyłam? Nad dębowym stołem, o którym pisałam TU . Nie byłabym uczciwa pisząc, ze tylko ja pracowałam nad tym projektem. Mój M (Maro) jest niezawodny. Jeszcze niedawno, kiedy chciałam coś zmienić w domu usilnie ze mną negocjował, żebym nic nie zmieniała "BO TAK JEST DOBRZE". Teraz nic nie mówi, tylko doradza mi jak możemy dany projekt zrobić najlepiej jak umiemy. Więc muszę powiedzieć, że każda, staruch, który wpadnie w nasze ręce jest naszą wspólną pracą. I z tego jestem najbardziej dumna :)))
 
 


Powyżej widać efekt końcowy, ale nie było łatwo. Po oczyszczeniu wszystkich elementów, stół trafił do kuchni, więc przez ostatnich parę dni domownicy z każdą kanapką wędrowali na salony :)) Nie było możliwości korzystania ze stołu, ponieważ stał do góry nogami. Pomalowałam go trzy razy białą farbą do drewna firmy Flugger. Bardzo ją polecam i to nie jest reklama.





W między czasie przykleiłam filcowe podkładki pod nogi stołu, by nie rysowały podłogi. 




I kiedy stół stanął na swoich nogach, okazało się, że kaloryfer, który był specjalnie przeniesiony, by schować go pod duży stół - WYSTAJE ! Masakra, czy nie może być tak, jak sobie setki razy wymyśliłam kładąc się spać !!!! Ale mam mojego M ( dlatego właśnie go tak chwaliłam na początku postu). Maro wyciął z tyłu miejsce na kaloryfer i zmniejszył szuflady.






Rączki do szuflad są zwykłe bez żadnych udziwnień. 



 Potem już tylko blat zabejcowałam i zabezpieczyłam woskiem :)






 
 
Jeszcze dla przypomnienia pokażę Wam jak stół wyglądał wcześniej :)
 
 
 
Kolejny etap zmiany mojej 17 letniej kuchni mam za sobą. Teraz muszę kupić jakieś stołki. Wydaje mi się, że w takiej małej kuchni stołki powinny być mało widoczne. Sama jeszcze nie wiem. Najważniejsze, że mam w końcu duży, drewniany stół z szufladami :)))
 
Mam nadzieję, ze Was nie zanudziłam. I życzę Wam miłego i słonecznego tygodnia,
 
Beata
 
 
 
 
 


19 marca 2015

Stolik kawowy

 
 
Słoneczko świeci, w mieście na trawnikach kwitną krokusy, więc chyba wiosna już przyszła :) I chyba dlatego mam więcej siły do wymyślania i tworzenia czegoś nowego, innego. Oczywiście najważniejsze są wasze komentarze i uwagi, które zawsze ładują mnie pozytywnie. Niedawno wspominałam Wam o dużym, dębowym stole i projekt jest w trakcie, ale zanim o nim, chcę Wam pokazać ostatni nasz wspólny pomysł. Piszę nasz, bo to w połowie mój i w połowie mojego M. Razem zrobiliśmy stolik na kawę, książkę czy kwiatek :)
 
 



Blat jest z plastra wiązu. Piękne drewno i jak sama nazwa wskazuje słoje związane na maksa :)







 
 
 
Jeśli macie ochotę mieć stolik kawowy z wiązu u siebie, mój M zrobi taki stolik i będzie dostępny w sklepiku after better .  Piszcie proszę na maila :)
 
Uściski,
Beata
 
 
 


17 marca 2015

Czy lubicie bataty?

 
Ja bardzo!
 
Lubię eksperymentować w kuchni (zresztą mówiłam o tym już nie raz). Ale lubię też kiedy danie jest nie dość, że smaczne to kolorowe. Kiedy dzieci były małe i jak prawie każde były niejadkami, szukałam sposobu by posiłki jadły oczami. Składniki układałam na talerzu tworząc kolorową i ciekawą paletę. I tak zostało :)
Teraz kiedy przygotowuję kolację dla znajomych lub świąteczny obiad, zwracam uwagę na dobór składników według smaków ale też i  kolorów.
I pomyślałam, ze świetnym składnikiem, który doda trochę wiosny na stole są bataty. Są to słodkie ziemniaki z których można robić różne potrawy, a same odpowiednio przyprawione są rewelacyjne. Jednocześnie mają niesamowity pomarańczowy kolor.
Zrobiłam przekąskę w postaci pieczonych batatów z czosnkiem i tymiankiem podane z serem feta i czarnymi oliwkami. Słodki smak batatów świetnie grał ze słonym serem i wyraźnym smakiem czarnych oliwek. No i oczywiście danie było kolorowe. :)
 


Świetnie się obierają. Potem kroimy je w plastry.




Polewamy oliwką z oliwek, posypujemy tymiankiem i poszatkowanym czosnkiem.






Po upieczeniu 30-40 min w 180 stopniach posypujemy pokrojonym serem feta i czarnymi oliwkami. Dla odważnych można posypać świeżą, pokrojoną papryką chili. 


 
Smacznego :)
 
Miłego dnia, Beata