20 lutego 2013

Penne ze szpinakiem i łososiem

 
Trochę już tęskinię za wiosną. :(
Lubię zimę, ale TYLKO gdy jestem na nartach w górach.
W mieście zimowa aura jest uciążliwa, szczególnie na ulicach. Wieczne korki i mnóstwo błota.
 
Zaplanowałam, że na poprawę nastrojów moich domowników, zrobię pyszną kolację.
Kupiłam świeży szpinak, wędzonego łososia w kawałku i penne, a co!
 
 
 
Jest to jedno z prostrzych dań, które często przygotowuję właśnie latem.
 
Podczas gdy gotuję makaron w osolonej wodzie, przygotowuję inne składniki.
 Na rozgrzaną patelnię wylewam olej z oliwek ( około 2-3 łyżki)
i od razu wrzucam umyte i wysuszone liście szpinaku.
Potem dodaję rozgnieciony czosnek ( nie lubi jak się go długo smaży) i na sam koniec rozdrobnionego łososia.
Doprawiam przed podaniem, ponieważ ryba jest słona.
Po ugotowaniu penne al dente, dodaję go do szpinaku i ryby.
Mieszam.
Po wyłożeniu dania na talerz, posypuję drobno startym parmezanem a dla dekoracji polewam kropekami oliwy z oliwek. Mniam!!
 
Serdecznie polecam, bo warto.
 
A tak z innego garnka, to zaczynam następny mebel. To dopiero będzie wyzwanie!!!!!
 
Miłego dnia, B
 
 
 


16 lutego 2013

Stolik ze starej walizki

Dawno nie było nic z działu recyklingu. 
Zawsze mam dużo pomysłów w jaki sposób można tchnąć życie w dany przedmiot, ale niestety nie mam dużo czasu na realizację. Jest tyle możliwości by wykorzystać stare przedmioty. I właśnie dzisiaj wpadłam na pomysł, żeby ze starej walizki zrobić stolik na przydasie lub książki przy łóżku w sypialni. 


Walizkę mam od dawna, a właściwie mam ją od urodzenia. 
Odkąd pamiętam była w domu moich rodziców, potem wzięłam ją do swojego mieszkania, ponieważ były tam moje zeszyty z podstawówki. 
O rany! to było tak dawno. :(
Pomyślałam, że zamiast stać w piwnicy może przydać się jako fajny stolik. 
Mój M pociął stolik z nogami z lat sześćdziesiątych i przykręcił je do dna walizki. 


Ja wyczyściłam metalowe części specjalnym płynem a potem całą walizkę natłuściłam bezbarwnym woskiem żeby nadać jej połysku. 
Walizka jest ze skóry, więc po wypolerowaniu jej ręcznikiem frote, wygląda zdrowo i świeżo.


Taki recykling to sama przyjemność. :)
Achaaa, zapomniałam wspomnieć, że ta walizka jest z FABRYKI NR 12. 
Szukałam w internecie, co to znaczy? Ale niestety nie znalazłam.....
Jeśli macie informację na temat tej fabryki, prześlijcie mi proszę.


W środku nic nie robiłam, bo trochę szkoda mi tego stempla. To zawsze jakiś kawałek historii.
Teraz walizka przyda się jako stolik a jednocześnie pudło na rzeczy, które właściwie nie mają swojego miejsca. Ponieważ nie mam sypialni, ustawię stolik w korytarzu.


Będzie można wrzucać do środka ulotki, faktury i gazetki, które wiecznie nie mają swojego miejsca.
Wiem, niestety co jakiś czas będę miała robotę, by te papiery posegregować:(
Ale przynajmniej nie będą zaśmiecać naszego mieszkania.

Miłej niedzieli, Beata


10 lutego 2013

Witryna kuchenna a może "górka"? cz. IV ostatnia

Dzisiaj skończyłam odnawianie mojej witryny. Końcowa praca nad meblem jest przyjemnością a zarazem rodzi mały żal, że to już koniec spotykania się z nim:(.
Trochę przyzwyczajam się do swoich mebelków podczas ich "renowacji" hahaha.....



Dzisiejsza praca to tylko wygładzanie, bejcowanie i woskowanie. Prawda, że łatwe?!
Wygładzałam metalową, drobną watą, by wyrównać jeszcze nierówności.


Potem oczywiście bejcowanie. Jeśli jest ładne drewno można podkreślić jego wygląd tylko woskiem. Wosk może być bezbarwny albo barwiący mniej lub bardziej. By uzyskać kontrast, położyłam bejcę na zewnątrz, ponieważ wewnątrz witryna jest wybielona specjalną pastą do wybielania drewna. 
A w jaki sposób to robiłam jest TU
Potem zabezpieczyłam drewno barwiącym woskiem. Po nałożeniu wosku drewno zdrowiej wygląda. To tak jak my kobiety nakładamy balsamy na naszą skórę by świeżo wyglądała. :)
 I to właściwie wszystko! Jutro tylko wezmę stary, niepotrzebny ręcznik i wypoleruje nawoskowaną powierzchnię, by trochę nadać połysku. I już!


 W środku poustawiałam foremki z ceramiki, które dostałam od przyjaciół na urodziny.
 Foremki są z przepisami na zapiekany makaron.
Przyznam szczerze, że jeszcze nic w nich nie piekłam, 
ale na pewno nadrobię kuchenne prace już niedługo!!!!!!


I jeszcze parę fotek......

 

 A pamiętacie jak wyglądała?


A teraz jest TAKA!


Mam nadzieję, że Wam również się podoba. 
Myślę, że odmłodziłam ją o jakieś paręnaście lat.
I o to chodziło!!!!!!!!

Życzę Wam miłego tygodnia. Beata



4 lutego 2013

Już wróciłam

Bardzo przepraszam Was wszystkich, że nie odzywałam się tak długo. Najpierw grypa, która unieruchomiła mnie tuż przed wyjazdem w góry. Nie byłam w stanie wstać z łóżka, by cokolwiek zrobić. 
Wyjeżdżałam wraz z rodziną i nie miałam siły się spakować. To był okropny czas dla nas wszystkich. 
Grypa dopadła nas tuż przed wyjazdem na narty. Jeszcze dzień przed wyjazdem nie byłam spakowana, nawet nie miałam przygotowanych rzeczy takich jak: narty, buty czy kaski narciarskie. Leczyliśmy się wszystkim co się da, ale najlepsza była herbata z imbirem.


Następnego dnia wszyscy jechaliśmy jak na ścięcie. 
Czekaliśmy cały rok, by jeździć na nartach, a tu grypa!!!!!!!!!
O nie, nie daliśmy się. Pojechaliśmy, słabi i nieprzytomni.
Ale następne dni w Alpach były super. Klimat gór i czyste powietrze było dla nas najlepszym lekarstwem.
Oczywiście nie byliśmy w pełni sił, ale każdego dnia było lepiej. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej tras i zdobyć jak najwięcej gór. I udało się. 


 A ta w zielonym to ja. :)
Pogoda była przepiękna, trasy szerokie i super przygotowane. Marzenie.






Myślę, że do tej pory nie jesteśmy w pełni zdrowi. 
Strasznie kaszlę jeszcze dzisiaj, ale wyjazd był ekstra!!!!!
Jutro do pracy, a w tygodniu zajmę się do końca moją witryną:)

Pozdrawiam Was bardzo gorąco.
AAAAAA, dziękuję za życzenia urodzinowe. Było mi bardzo miło.
Beata