Dostałam od koleżanki niechciane i niepotrzebne trzy krzesła. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że kocham starocia i jak ktoś z nich ma coś do wyrzucenia, najpierw dzwoni do mnie. :)
I w tym przypadku też tak było. W zeszłym roku byliśmy na nartach i kiedy wjeżdżałam na górkę dostałam telefon z zapytaniem, czy nie przygarnę trzech starych krzeseł?
Oczywiście, że tak!!!!!
Cieszyłam się jak głupia.:):):)
Jeszcze za bardzo nie wiedziałam, gdzie je postawie, ale co tam. Przecież coś wymyślę!
Wpakowałam je do piwnicy (dobrze, że jest duża) i czekały na poprawę wyglądu.
Pierwsze co zrobiłam, to dałam same siedziska do Pana tapicera (teraz to sama bym zmieniła!)
by otulił je nową tkaniną.
Krzesła są politurowane i były trochę zniszczone. Widoczne rysy na drewnie właściwie mi nie przeszkadzały, ale w ramach ćwiczeń na żywym organiźmie chciałam poprawić ich wygląd.
Wyczyściłam ramy krzeseł bawełnianą szmatką nasączoną spirytusem.
Na wysuszoną powierzchnię, nałożyłam bardzo uważnie politurę pędzlem. Właściwie politurę nakłada się bawełnianymi pakułami, rozcierając w jedną stronę i bez przestojów! Ale ponieważ to była tylko kosmetyka powierzchni politurowanej, więc pozwoliłam sobie na pracę z pędzlem.
Politurę nakłada się w ciepłym pomieszczeniu, ja robiłam to na balkonie,jak było jeszcze ciepło.
Każda warstwa musi dobrze wyschnąć.
Każda warstwa musi dobrze wyschnąć.
Czynność nakładania politury powtórzyłam parę razy, by drewno wyglądało zdrowiej.
*
Oczywiście krzesła nie wyglądają jak nowe, bo przecież nie chciałabym żeby tak było,
ale prezentują się bardzo dostojnie i estetyczne.
Teraz miejsce dla nich znalazłam w dużym pokoju, ale w przyszłości będą służyły w kuchni :).
Ściskam, B






